O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam
I love music
Przerwali...
Przyjaźni ludzie
Sentimento
Szablon od
Zaglądam codziennie
|
czwartek, 19 czerwca 2008
niedziela, 15 czerwca 2008
smile though your heart is aching
Czasami coś pęka i trzeba poskładać do kupy. Wtedy pojawiają się lekarze, których uwielbiam i kocham miłością najszczerszą i nie obrażę się, jeżeli za kilka czy kilkanaście lat jakiś lekarz stanie mi drodze życia osobistego i zaproponuje podróżowanie we dwójkę. Nie wiem kiedy mój umysł zaczął się przestawiać na tego typu myślenie, wiem za to, że mam je ukształtowane od wielu lat i w mojej głowie wszystko jest w miarę zorganizowane pod tym względem. Znając życie i tak wszystko wywróci się do góry nogami, chociażby z przekory. Biję się z myślami. Muszę się usamodzielnić i chcę tego, a moja druga strona mi mówi, że to nie ma sensu. Ignoruję ją i wiem, że czasami trzeba się rzucić od razu na głęboką wodę i teraz już dwie sprawy mam tak zaplanowane. Cholera, ileż ja rzeczy mam w ten sposób ułożonych! Te dwie chcę doprowadzić i w ten sposób sprawdzę samą siebie i własne fobie, cokolwiek to słowo oznacza w szerszym rozumieniu. Z ciekawszych rzeczy to poznałam istotę kolposkopii. Muszę poznawać więcej takich ciekawych rzeczy.
środa, 11 czerwca 2008
kto czekał na deszcz?
Zapach deszczu. Poczułam zapach deszczu jak wyjrzałam na chwilę na balkon podążając za źrodłem nieustającego szumu. Chociaż uwielbiam ten zapach to jednak mocniej uwielbiam Portugalię i dla niej wróciłam na moje miejsce na fotelu. I znowu poczułam się zupełnie nie jak Polka. I tak samo poczuję się jutro i nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Bo do Austrii, Wiednia, pierwszej na świecie kawiarni mam większy sentyment niż do ganiającej nieskoordynowanej grupki dzieciaków, którzy grają sobie w piłkę na dużym, ładnym i zielonym boisku. Koło mojego domu też jest boisko. Nie takie duże, nie takie zielone, ale jest. I wiele razy widzialam chłopców, jak grają w nogę i przeżywają każdy swój błąd. I mam wrażenie, że więcej w nich było energii i zapału niż w tych, co będą jutro się spinać, żeby cokolwiek zagrać dobrze. Odczuwam coraz większą przyjemność z siedzenia w ciemnym mieszkaniu jedynie przy świetle monitora i niewielkiego ekraniku wieży, z której sączy mi się muzyka. A obok stoi jabłkowe piwo, które pite powoli i ze smakiem oddziałuje na mnie zupełnie inaczej niż pite na szybko. To niby takie normalne, prawda? Takie banały najlepiej odkrywa się samemu. Może nie trzeba sądzić człowieka po ubiorze i stylu chodzenia. Może nie. Ale ciekawe ile procent z takich sądów zgadza się w rzeczywistości, bo przecież w każdej plotce jest ziarnko prawdy itd. itd.
wtorek, 10 czerwca 2008
czasami trzeba zrobić przerwę
Od wszystkiego, bez żadnych wyjaśnień i dla samej siebie. Jeżeli jakąkolwiek twórczość, czy tę poważną czy najradośniejszą, można podzielić grubą czarną kreską - to ja to właśnie robię. Stawiam grubą i wielką kreskę. Ścigałam się dzisiaj z upałem. Prawie z nim wygrałam, bo dopadł mnie przed domem. Zaczynam lubić zimne mury, w których siedzę chociaż jeszcze kilka tygodni temu narzekałam na ich przenikający chłód, który potęgował jedynie uczucie zimna na dworze. Otwieram balkon z samego rana i przez chwilę słucham, jak dzieci, których energia jest niespożyta, wydzierają się do siebie nawzajem uskuteczniając tym samym świetną zabawę. Powstrzymuję się od wydarcia w ich kierunku niecenzuralnych słów i spokojnie czekam aż znudzi im się krzyczenie, a zwykle przechodzi dość szybko. W niedzielę, tuż przed meczem latały po boisku i gwizdały w jakiejś trąbki. Jak się rozeszły do domów to gwizdały z okien. Ich rodzice zareagowali dopiero po pierwszej bramce, a z jednego balkonu zniknęła jedna flaga. Szkoda, że było tylko dwa zero, bo czuję, że w czwartek ich niespożyta energia znowu da o sobie znać i płonne nadzieje znow zwiążą się z naszą reprezentacją. Jestem patriotką w każdym aspekcie życia, oprócz piłki nożnej.
poniedziałek, 02 czerwca 2008
apologize
We własnym świecie. Za daleko do cywilizacji. Rzadko bywam, rzadko piszę, rzadko się odzywam. Czasami trzeba. O. powiedziała mi dzisiaj coś, co mnie utwierdziło w przekonaniu jak bardzo różni bywają ludzie. Naucz się to akceptować. Do Garpa, czym prędzej.
sobota, 31 maja 2008
lubię ładne zdjęcia
Szczególnie ładne zdjęcia ludzi, których szczególnie lubię. "Częścią dojrzewania jest uczucie, że w twoim otoczeniu nie ma nikogo, kto byłby na tyle do ciebie podobny, żeby cię rozumieć" Wyszkolenie w specjalizacji "aparatura kontrolno-pomiarowa i mechanika przemysłowa".
środa, 28 maja 2008
Agaton-Gagaton
Ależ ja jestem sentymentalna. Przynajmniej bywam, chwilami. Coraz częściej się łapię na dziwnych stanach, których co gorsza nie potrafię nawet opisać. Sama przed sobą wiem skąd one się biorą, wiem jak je w duszy nazwać i określić, ale wysłowić je jest cholernie trudno, więc nie próbuję, bo jeszcze pryśnie czar. Piję dwie kawy dziennie. Bo są pyszne! Nie wiem czy moje zwinne rączki robią taki boski napój czy jednak zasługa przypada w udziale mnie i tym, co te ziarna zbierali, mielili i słoiczkowali. Wolę kryminały, w których ten, co zabił ujawnia się na końcu, a w nie po przeczytaniu trzech czwartych książki. Widać, każdy pisze jak sam chce. Rzadko zdarza mi się coś takiego, że po skończeniu sama do siebie mówię, że ja napisałabym to inaczej. Jednak pojęcie ja i autorka owej książki nie są jednym i tym samym i pewnie dlatego jej wersja różni się od mojej. Mistrz snucia historii.
poniedziałek, 26 maja 2008
nie każdy jest pępkiem świata
Naprawdę. Przestało mnie drażnić moje zapominalstwo. Dorosłam chyba do tego, że pewne plany da się zmienić bez burzenia całego światopoglądu i obrazu świata. Z drugiej strony nie mogę wszystkiego zapisywać w kalendarzu. Z trzeciej strony trzeba ćwiczyć pamięć i uczyć się na jej wadach. Chciałam kupić dzisiaj konwalie i nie mogłam ich znaleźć. Owszem, widziałam je pod pocztą, ale pomyślałam, że kupię je gdzie indziej. Gdzie indziej nie było. I takie właśnie mam problemy. I jeszcze taki, że pękła mi dzisiaj torebka z herbatą w kubku. Oczywiście jest to wina producenta, a nie tego, że za mocno oderwałam sznureczek. Dzieci w piaskownicy śpiewały dzisiaj jedną z najgorszych reklam, jakie znam. Dosłuchałam do końca i wybuchnęłam śmiechem. Siła reklamy, nie ma co. Czytając o morderstwie w studiu telewizyjnym.
niedziela, 25 maja 2008
ta cisza kołysze mnie...
Jest za zimno. Gdyby nie to, że aktualnie nie mam większych zmartwień zupełnie bym to zlekceważyła. Jak się ma nadmiar wolnego czasu to zaczynają przychodzić do głowy różne pomysły. Niektóre są straszliwie głupie. Kiedy ja się tego oduczę? I kiedy się oduczę, że fakt, że ktoś ma inne zdanie od mojego nie oznacza, że mnie nie szanuje? Owszem, znam osoby, które po moim przyznaniu się do pewnej rzeczy zaczęły upartywać we mnie naiwną blondynkę nieznającą się na niczym. Ale są też i takie, które potrafią to zaakceptować i uszanować. Jak dobrze, że jeszcze takie istnieją... Muszę kupić Mamie prezent, problem tkwi w szczególe - nie wiem co to będzie. Muszę pójść do fryzjera i to jest mój priorytet na jutro, na telefon do A. i ustalenie dnia. Nauczyć się ignorować fakt, że zimno mi w palce jak stukam w klawiaturę. Pić dużo ciepłej herbaty, gorącej kawy i nie otwierać szeroko ani okien, ani lodówki. Uwielbiam sny, kiedy wstaję i w pamięci mam tylko pojedyncze obrazy i nijak nie mogę ich zebrać w całość tak, żeby na pytanie Co ci się śniło?, odpowiedzieć logicznie.
sobota, 24 maja 2008
właśnie w taki dzień jak dziś...
Idzie się spać o piątej, wstaje się po ósmej. A przedtem siedzi się przed komputerem i podziwia śliczne zdjęcia, w międzyczasie popijając drinka i zagryzając czymkolwiek. A teraz ma się te śliczne zdjęcia na tapecie, dzięki Kar. Nie jest majowo. Jest bardzo daleko od majowo. Nie mam na co narzekać, to złoszczę się na pogodę. I na zamkniętą bibliotekę wczoraj. Gorąca kawa, muzyka pana P., który sponsorował nocne grafiki i stereo pomiędzy pokojem R. a moim. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||